Ostatnie wpisy
Zakładki:
|
czwartek, 29 lipca 2010
Nie ma czasu na sen. Radomiak i Broń zaciskają pasa. AZS idzie w dobrym kierunku.
Znowu miałem kilka dni przerwy, ale pracy mam tyle, że czasami nie za bardzo wiem jak się nazywam. Mogłem pisać, ale zupełnie nie czułem weny, więc uznałem, że jeśli mają to być wymuszone kawałki, to lepiej, żeby nie było ich wcale. Liczyłem na to, że trochę luzu złapię na meczu Mazowsze Grójec – Radomiak. Trochę złapałem, ale ciągle padający deszcz nie sprzyjał ani widowisku, ani samopoczuciu. Pochłaniają mnie tez bez reszty sprawy osobiste, ale o tych na blogu ani słowa.
Napięte budżety Radomiaka i Broni Zasięgnąłem trochę języka na temat sytuacji finansowej dwóch piłkarskich trzecioligowców z Radomia – Radomiaka i Broni, i sytuacja w obu klubach nie wygląda różowo. Budżety są napięte i każdy grosz ogląda się i na Struga i na Narutowicza, po kilka razy z każdej strony. Pragnę w tym miejscu uspokoić kibiców obu zespołów. Utrata płynności finansowej w obu przypadkach radomianom nie grozi, ale zarządy musza walczyć o każdą złotówkę. Wiem, że w Radomiaku zmniejszony został budżet na wynagrodzenia dla piłkarzy i kilku z nich otrzymało propozycje nowych, niższych umów. Zieloni jak zwykle bardzo liczą na kibiców, bo wpływy z biletów stanowią znaczną, jeśli nie lwią część przychodów. Przy okazji absurd. Wiadomo, że na derby Radomia wybierze się kilka tysięcy osób, więc teoretycznie i zyski ze sprzedaży kart wstępu powinny być znaczne. Niestety, mecz noszący miano „wysokiego ryzyka” wymusza na organizatorach zaangażowanie dodatkowych ochroniarzy co oczywiście generuje dodatkowe koszty. Już dziś wiadomo, że wynajęcie odpowiednich służb na mecz derbowy pochłonie co najmniej 19 tys. zł!
Więc młodych w AZS Politechnice Jeszcze kilka tygodni temu nie było wiadomo, czy w ligach wystartują siatkarki, piłkarze ręczni i koszykarze AZS Politechniki Radomskiej. Dziś wiadomo już, że zagrożenie zostało zażegnane. Osobiście, bardzo mi się podoba to co robią trenerzy, zwłaszcza siatkarek i piłkarzy ręcznych. Angażują do swoich zespołów młodych lub bardzo młodych ludzi, często z reprezentacyjną (juniorów i kadetów) przeszłością. Taka polityka kadrowa może nie gwarantuje od razu wielkich sukcesów, ale zapewnia stabilność składu na dłuższy czas i możliwość rozłożenia planów i pracy szkoleniowej na kilka lat. Zresztą jeśli o siatkarki chodzi to akurat młodość nie przeszkadza w osiąganiu dobrych rezultatów na poziomie II ligi. Akademiczki spokojnie powinny znaleźć się więc w czwórce, a być może powalczą o coś więcej.
sobota, 24 lipca 2010
Kłopoty bogactwa Radomiaka. Zwycięska Broń. Majonez chwalony w kadrze.
Dziś będzie krócej, bo od samego rana jestem totalnie zaganiany. Nadrabiam sprawy domowe, a trochę oddechu od ciągłego biegu też się przyda.
Rozbudowana kadra Radomiaka Rekordowe zwycięstwo sparingowe odniósł Radomiak gromiąc na wyjeździe Unię Skierniewice 6:1. Testowani byli kolejni zawodnicy, tym razem dwaj następni Ukraińcy i tym samym szeroki skład rozrasta się do niebezpiecznych rozmiarów. Oczywiście każdy trener chciałby mieć taki problem, ale czas najwyższy podjąć zdecydowane decyzje personalne, bo komuś trzeba przecież podziękować. Osobiście cieszą mnie dwie rzeczy – dobra postawa młodych piłkarzy z rocznika 1991 i znalezienie środkowego pomocnika z prawdziwego zdarzenia – Jurija Fedosenkę. W najbliższym czasie przyjrzę się stronie finansowej Radomiaka, bo ostatnio o tym cicho, a nie zapominajmy, że w czerwcu wycofał się jeden z głównych sponsorów – Browary Warka.
Broń wygrywa Po porażce, ale dobrej grze w Ostrowcu Św., przyszła wygrana Broni nad Orłem Wierzbica, ale z formą już tak dobrze nie było. Trener Artur Kupiec dał jednak ostatnio tak mocno w kość swoim piłkarzom, że kilku w ogóle nie zagrało, a wielu odczuwało w mięśniach skutki zdwojonego wysiłku.
Łukasz Majewski na dobre w kadrze narodowej Wydaje się, że wychowanek Piotrówki Radom, później zawodnik AZS Politechniki Radomskiej – Łukasz Majewski, zadomowił się w reprezentacji Polski. To super sprawa, bo Majonez to typ gracza oczywiście utalentowanego, ale takiego, który do wszystkiego doszedł dzięki ciężkiej pracy. Ten rok zdecydowanie należy do niego, a mimo tego Łukasz ciągle jest tym samym, skromnym chłopakiem. Rozmawiałem z nim zresztą kilka tygodni temu i nawet śmiałem się, że w jego zachowaniu przydałoby się nawet trochę gwiazdorstwa, ale tylko się uśmiał. A swoją drogą, naprawdę przyjemnie jest słyszeć kiedy komentator meczu transmitowanego przez telewizję (właśnie oglądam mecz Polska – Słowacja) chwali Łukasza i napomina, że pamięta go z gry w II lidze w Radomiu, z którego pochodzi. Koszykarskie szkolenie w Radomiu jest wreszcie dobrze zorganizowane, więc jest nadzieja, że takich Majewskich będzie więcej. Ja już zresztą jednego mam na oku. Nazywa się Jakub Garbacz – radzę zapamiętać to nazwisko!
piątek, 23 lipca 2010
Polska liga piłkarska niemal przed Grenlandią. Kola wraca!
Jako kibicowi wcale nie jest mi do śmiechu kiedy czytam, że polska liga sklasyfikowana została na 67. miejscu na świecie. Wyprzedziły nas takie „potęgi” jak: Jordania, Sudan, Liban, Estonia, Białoruś, czy Estonia. Dramat! Ale inaczej nie będzie jeżeli nie zmieni się podejście w szkoleniu młodzieży, metodyka treningów, baza szkoleniowa, ale przede wszystkim mentalność piłkarzy i ich opiekunów, czyli zarówno trenerów, jak i działaczy. Zawodnicy w Polsce to zazwyczaj życiowi analfabeci, bez żadnych wzorów moralnych, autorytetów, zasad i ambicji. Niestety, nie wpaja się tego najmłodszym piłkarzom, wtedy kiedy jest na to jeszcze czas, a potem jest już za późno. Na dodatek ci słabi bardzo często gracze, zarabiają krocie. Zarabiają, bo nie ma lepszych, więc prezesi klubów płacom nieudacznikom. A, że potem takie asiory nie mogą wygrać z Maltańczykami, albo cudem przechodzą dalej w pucharowej konfrontacji z drużyną, z Azerbejdżanu. Polska piłka jest chora i potrzebuje reformy od środka. Tylko nie zmian, a reformy – wypalenia żelazem tego co mamy obecnie. Czy to w ogóle możliwe? Na razie na pewno nie. Może jak zaczniemy regularnie dostawać łomot od Eskimosów, ktoś pójdzie po rozum do głowy.
Bielecki już w grze! Informacja o potwornej kontuzji i utracie oka przez Karola Bieleckiego, genialnego bombardiera reprezentacji Polski w piłce ręcznej, dopadła mnie jak grom z jasnego nieba podczas urlopu nad morzem. Doznałem wstrząsu i myślałem wówczas, że to koniec kariery i sportowego życia Karola. Od zawsze wiedziałem, że piłkarze ręczni to ludzie z żelaza, ale nie sadziłem, że Kola okaże się aż takim twardzielem. Tym bardziej, że w rozmowach prywatnych, to niezwykle spokojny, skromny, wręcz nieśmiały człowiek, o czym przekonałem się kiedy był jeszcze niezbyt znanym zawodnikiem, a potem podczas zgrupowania kadry narodowej w Radomiu. Tymczasem Karol okazał się SUPERTWARDZIELEM i już gra. Wszyscy trzymajmy za niego kciuki, bo w pełni na to zasłużył. Brawo Kola i wracaj do kadry!
Przy okazji, może do reprezentacji wróci też mój ulubiony rozgrywający Grzesiek Tkaczyk. Na razie uporał się z kontuzjami i został klubowym kolegą Bieleckiego w Niemczech. Kadra czeka na Grzegorza, bo tej klasy gracze nie rodzą się Polsce na kamieniu. Kaczyński ratuje mi tyłek. Samobój radnego Kluzińskiego.
Na początek trochę humoru. Tak się ostatnio złożyło, że uratował mnie Jarosław Kaczyński. Nie dosłownie rzecz jasna, ale jednak. Podczas meczu w Kozienicach, jeszcze raz okazało się jak prawdziwe jest przysłowie „szewc w podartych butach chodzi”. Poprosiłem o podyktowanie składu przez trenera miejscowych Jacka Prockiego i szybko zorientowałem się, że wszystkie długopisy zostawiłem torbie z laptopem (w domu, czyli jakieś 50 km od Kozienic). Niestety, żadnego pisaka nie mieli też trenerzy, masażyści, piłkarze, ani moi koledzy-dziennikarze z serwisu Radomiaka. I nagle dostałem olśnienia. Jakiś czas temu, jeszcze przed pierwszą turą wyborów prezydenckich, przewodniczący Rady Miejskiej w Radomiu i szef Prawa i Sprawiedliwości w mieści, osobiście obdarował mnie kilkoma gadżetami z hasłem Jarosława Kaczyńskiego. Wśród nich był także długopis. A, że wtedy robiłem zdjęcia, uświadomiłem sobie, że powinienem mieć go w plecaku z aparatem fotograficznym. I faktycznie, był. Co ważniejsze, pisał. Zrobiłem więc notatki, a koledzy zaczęli żartować, że „Kaczyński uratował mi tyłek”. Może, to nic wielkiego, ale faktycznie, prezes PiS nieświadomie mi pomógł.
Kluziński strzela do własnej bramki Teraz już poważnie. Dopiero wczoraj wieczorem, po lekturze blogu Bohdana Karasia, dowiedziałem się o tym, o czym jak się okazało, huczało w mieście, a ściślej w jego politycznych kręgach, przez cały dzień. Nie będę rozpisywał się o całej akcji firmowanej przez Jakuba Kluzińskiego, bo tak naprawdę chodzi o co innego – o atak na posła i kandydata na prezydenta Radomia Marka Wikińskiego. Nie znam szczegółów opozycyjnego porozumienia w Radomiu, ale skoro Bohdan Karaś nazywa postępowanie radnego Kluzińskiego ZDRADĄ, to znaczy, że sprawa jest poważna, a Jakub złamał zasady. A to już coś więcej niż cios poniżej pasa… Nie mam pojęcia, czym odpowiedzą Kubie Kluzińskiemu pozostali radni opozycji (i nie tylko radni),a zwłaszcza ci z SLD i w ogóle lewicy, ale gdyby taki numer wykręcił ktoś w kręgach moich kumpli, miałby – najoględniej mówią – przechlapane. Moim zdaniem, Jakub Kluziński roztrwonił swój kapitał wyborczy jakim bez wątpienia było ponad 12 procent poparcia w poprzednich wyborach prezydenckich w Radomiu. Nie za bardzo potrafi też określić swoją tożsamość polityczną (twierdzenia o apolityczności można wsadzić między bajki) i jak to w takich przypadkach bywa – „tonący brzytwy się chwyta”. Bez dwóch zdań, Jakub Kluziński strzelił sobie takiego extra samobója. Bardzo się zdziwię, jeśli jego ugrupowanie i on sam rzecz jasna, nie przepadną w najbliższych wyborach samorządowych.
Kolejna notka, już typowo sportowa, jeszcze dziś. Zapraszam! Skomentuję m.in. ranking lig piłkarskich na świecie, w którym Polska jest prawie na poziomie Eskimosów. Będzie też o Karolu Bieleckim, który po utracie oka wraca do gry. Kola, trzymam kciuki!
czwartek, 22 lipca 2010
Niezły grajcar w Radomiaku. Extra obiekt w Kozinicach. Broń się postawiła. Rosa zostaje na starej hali.
Po meczu Kozienice - Radomiak Nareszcie w Radomiaku pojawił się ktoś, o kim nie można powiedzieć, że będzie uzupełnieniem składu. Chodzi o Jurija Fedosenkę – Ukraińca, byłego zawodnika tamtejszych klubów pierwszoligowych. 21-latek pokazał się w sparingu z Kozienicami z bardzo dobrej strony. Techniczny, z przeglądem pola, ciągiem na bramkę. Takiego piłkarza Radomiakowi potrzeba. Kilka słów o zespole Kozienic. Moim zdaniem, trener Jacek Procki skompletował kapelę na awans do III ligi. Zespół gra naprawdę fajna piłkę i ma wykonawców. Taki łowca goli jak Grzegorz Seremak może sobie postać w okolicach pola karnego, bo ma mu kto dograć piłkę, a skład kozieniczanie mają szeroki. Jest trochę kłopotu z obsadą pozycji bramkarza, ale wiecznie młody Edward Minda znów dał się namówić na dalszą grę, więc powinno być dobrze. Nie mogę nie wspomnieć o stadionie w Kozienicach. Co prawda nie przepadam za hybrydami, wolę obiekty typowo piłkarskie, ale czasem trzeba iść na kompromis. W Kozienicach taki kompromis został zawarty i dzięki temu mają tam obiekt najlepszy w całym regionie. A samo boisko – bajka. Równiuteńkie z gęstą, zieloniutką trawą. Super. A tylko mecz się skończył, natychmiast włączone zostało, sterowane komputerowo, nawadnianie. Radom został pod tym względem daleko w tyle.
Broń będzie się liczyć Pisałem ostatnio, że piłkarze Broni mogą namieszać w III lidze i opinię tę podtrzymuję. Nie byłem co prawda na meczu w Ostrowcu, ale mam tam wielu bardzo dobrych znajomych i na ich relacjach sportowych mogę polegać. Co prawda KSZO zostało osłabione w porównaniu z poprzednim sezonem, ale nie zmienia to postaci rzeczy, że to pierwszoligowiec. Na jego tle, Broń zaprezentowała się nieźle. Co prawda przez długi czas bramki strzelali tylko gospodarze, ale i radomianie mieli swoje szanse. Do końca grali za to przyjezdni, za co dostali nagrodę w postaci dwóch bramek. Jeśli w lidze podtrzymają taką waleczność, też często będą nagradzani kompletem punktów.
Rosa będzie grała w hali MOSiR Okazało się, że zasłyszane informacje o przeprowadzce koszykarzy Rosasportu do budowanej hali Budowlanki nie były wyssane z palca. Zarząd klubu rzeczywiście rozważał taką możliwość i nawet by to uczynił, gdyby nie fakt, że budowa obiektu musi jeszcze trochę potrwać. Jak zdobędę na ten temat więcej informacji, zapewne pokuszę się o tekst, ale to już na portalu RadomSport.pl.
poniedziałek, 19 lipca 2010
Powrót syna marnotrawnego? Broń i Radomiak – pierwsza analiza. Jadar powróci do ekstraklasy? Rosa w nowej hali?
Dzisiaj wyłącznie o sporcie. Powodów takiego stanu rzeczy jest kilka, ale najważniejszy to zamykanie kolejnego numeru Tygodnika Radomskiego. Kiedy „składamy” gazetę, po prostu nie ma czasu, żeby gdzieś bywać, z kimś rozmawiać, dowiedzieć się czegoś ciekawego. Wystarczyło jednak, że późnym popołudniem pojawiłem się na treningu siatkarzy Jadaru i piłkarzy Broni, a w kwadrans wpadło mi kilka naprawdę interesujących informacji – wszystkie sportowe.
Cezary Czpak na Struga Wcześnie dowiedziałem się jedynie, że z Radomiakiem trenuje znów Cezary Czpak. Wiele osób prosi mnie opnie o nim, a ta jest niezmienna do bardzo dawna. Czarek jest dobrym piłkarzem i gdyby słuchał się tylko siebie, dziś grałby w ekstraklasie. Niestety, zatraca się jako człowiek. Do Radomiaka wraca co rusz i co rusz znajduje sobie inny klub. Dlatego jego kolejny powrót traktuję z przymrużeniem oka. Chciałbym, żeby to był autentyczny powrót syna marnotrawnego, ale niestety, jakoś w to nie wierzę.
O co zagrają: Broń i Radomiak Na dzisiejszym treningu Broni nie mogło obyć się bez pierwszych typowań szans Broni i Radomiaka w III lidze. Moim zdaniem, Broń ma zdecydowanie silniejszy zespół niż wtedy, gdy awansowała do III ligi i po rocznym pobycie spadła. Beniaminek zawsze jest pewną niewiadomą, ale uważam, że Artur Kupiec ma drużynę, której spadek absolutnie nie grozi. Jest kilka słabszych, kilka silniejszych ekip. Broń powinna plasować się więc gdzieś w środku tabeli z tendencją do jej górnej części. Od jednego z kibiców Broni usłyszałem, że taka prognoza jest nad wyraz optymistyczna, ale podtrzymuję ją. Trochę niepewności mam jedynie patrząc na formację defensywną Broni. Marcin Kośmicki to pewniak, ale brakuje mi drugiego, pewnego środkowego obrońcy (przy całym szacunku dla Wojtka Kupca), a pewną niewidomą stanowi postawa skrajnych obrońców. O Radomiaku mógłbym powiedzieć, że jest jednym z kandydatów do awansu, gdyby nie fakt, że poczynaniami wartościowych, ale wciąż młodych, a przez to chimerycznych piłkarzy, nie ma kto pokierować. Brakuje środkowego pomocnika z prawdziwego zdarzenia. Niemniej, Radomiak już ma dość silny skład i powinien walczyć o czołowe lokaty. W pierwszych analizach nie brałem pod uwagę sytuacji organizacyjnej i finansowej radomskich klubów. A ta w obu przypadkach, mogłaby być lepsza.
Jadar powalczy o awans? Wierzyć mi się nie chce, ale podobno właściciel Jadaru Tadeusz Kupidura ma na czwartkowym spotkaniu i prezentacji zespołu w Skaryszewie powiedzieć swoim siatkarzom, że walczą o powrót do ekstraklasy. Sportowo zespół na to stać, bo prezentuje się naprawdę solidnie. A organizacyjnie? Jeszcze miesiąc temu właściciela Jadaru nie było stać na PLS…
Rosa w Budowlance Już w minionym sezonie koszykarze Rosasportu po cichu narzekali na nawierzchnię hali MOSiR, gdzie rozgrywali mecze. Mondo, bo tak nazywa się wykładzina, rzeczywiście przeznaczona jest głównie dla siatkarzy i w kosza nie gra się na niej najlepiej. Dlatego kiedy tylko ukończona zostanie budowa hali przy Zespole Szkół Budowlanych (tuz obok boiska MOSiR ze sztuczną trawą), koszykarze mają się do niej przenieść. Tam ma być już przyjazny basketowi parkiet, a powstaną też trybuny na 800 miejsc. Na razie powinno wystarczyć.
niedziela, 18 lipca 2010
Tłumy na Kubicy i pod Grunwaldem. EuroPride – kicha. Piłkarski poker.
Trochę dziś odpoczywałem z rodzinką, ale niezbyt intensywnie, bo na przeszkodzie ciągle staje pogoda, a ściślej wszechobecny upał.
Dwa wydarzenia weekendu Dwa wielkie wydarzenia można było przeżyć osobiście w Polsce. Oba zgromadziły po około 120-140 tysięcy ludzi. Pierwszym, którym sam byłem żywo zainteresowany, był przyjazd i niesamowite pokazy w wyścigowym bolidzie Roberta Kubicy na Torze Poznań. To jeszcze raz pokazało, że Polacy potrzebują bohatera, prawdziwego ambasadora, osoby rozpoznawanej na świecie i budzącej pozytywne odczucia. Robert Kubica nim jest, co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Na dodatek to ciągle normalny facet, mówiący to co myśli. To jeden z tych polskich sportowców, którego autentycznie podziwiam. Drugim wydarzeniem była oczywiście inscenizacja bitwy pod Grunwaldem w 600. rocznicą zwycięstwa nad Krzyżakami. Mam wielu kolegów, którzy są członkami bractw rycerskich i wiem, jaka to dla nich ważna pasja, i jak wiele czasu i poświęcenia wymaga. Często kosztem życia osobistego, rodziny i masy innych spraw. Rozumiem to, bo sam też mam pasję – sport i wiem, że czasem się w niej zatracam. Wydarzeniem nie była dla mnie natomiast parada EuroPride. Nie była, bo wyszła z niej w sumie kicha. Głównie ze względu na frekwencję, będącą w porównaniu z paradami, z innych, europejskich miast, na bardzo niskim poziomie.
Piłkarski poker We wtorek piłkarskich jaj w IV lidze ciąg dalszy. Chodzi o opisaną już chyba przez wszystkie media sprawę KS Warki. Klub to się utrzymywał, to spadał, to grał w barażach, to był z nich wycofywany… Nie chce mi się nad tym wszystkim rozwodzić, bo dla mnie to tylko kolejny przykład niezwykłego bałaganu (gdyby to nie był blog użyłbym dosadniejszego stwierdzenia) w związkach i klubach. W każdym razie, we wtorek PZPN ma wydać w sprawie Warki kolejną decyzję, podobno tym razem wiążącą i podobno ma to być decyzja przywracająca klub do IV ligi. Jeśli tak się stanie, to niech związek już szykuje się na protesty Szydłowianki, która grała w barażach. No i ciekawe co związek zrobi z Okęciem Warszawa, które awansowało właśnie kosztem Warki. Sam zaczynam się w tym wszystkim gubić. A przecież decyzja ma jeszcze wpływ na ligę okręgową i klasę A, bo tam mogą się znaleźć wolne miejsce po ewentualnym utrzymaniu Warki. Jeden wielki chaos!
sobota, 17 lipca 2010
Z wizytą w Lubelskiem. Granie w upale i pierwszy odstrzał. Do kogo należy gaz łupkowy?
Bardzo lubię okolice Puław, zwłaszcza Kazimierz Dolny, Janowiec, Nałęczów – wiążą mnie z nimi bardzo osobiste wspomnienia. Dlatego za każdym razem, kiedy wybieram się w tamte rejony serce się raduje.
Futbol w tropikach, Kutin do domu Tym razem postanowiłem połączyć przyjemne z pożytecznych. O godz. 10 zameldowałem się w Puławach, gdzie swój mecz kontrolny rozgrywali piłkarze Radomiaka. Spotkanie rozpoczęło się kwadrans po moim przyjeździe, a z nieba lał się już taki żar, że jasnym stało się, że sparing będzie grany „na chodzonego”. I tak się stało, a po takim meczu trudno ocenić cokolwiek. Jedno było jednak bardzo widoczne. Radomiakowi brakuje zawodnika w środku pola, który pokierowałby poczynaniami kolegów. Takiego Darka Rysiewskiego, albo Jacka Kacprzaka. Obaj z powodzeniem grają jeszcze w czwartej lidze, a moim zdaniem bez najmniejszego problemu poradziliby sobie i w trzeciej. Pierwszy sparing rozegrała też Broń. Z wiadomych względów nie mogłem obejrzeć tego spotkania, ale z relacji kolegów wiem, że mecz niewiele różnił się od tego w Puławach. Artur Kupiec podziękował pierwszemu testowanemu piłkarzowi – Martinowi Kutinowi. Moim zdaniem i tak wytrzymał długo, bo już na pierwszym treningu widać było, że awizowany jako zawodnik Hannover’96 II – Kutin, może i był w tym niemieckim klubie, ale na pewno nie nauczył się tam grać w piłkę nożną.
Łupki kością niezgody Wracając z Puław postanowiłem wstąpić do Markowoli – miejsca, gdzie dokonano największego w Polsce odwiertu w poszukiwaniu gazu łupkowego. Do Markowoli dotarłem bardzo szybko i na miejscu dowiedziałem się, że wiertnia znajduje się w… Zwoli. Jedna ze zwolanek autentycznie się oburzyła kiedy zapytałem o Markowolę, a potem okazało się, że ogromne pretensje do telewizji mają wszyscy mieszkańcy Zwoli-Marianowa (tak brzmi pełna nazwa miejscowości, w której prowadzone są odwierty). Za co? Ano za to, że ciągle używa nazwy Markowola, o Zwoli nie wspominając nawet słowem. Zwolacy podejrzewają, że to wójt Gniewoszowa uknuł ten spisek, bo Zwoli nie lubi. „A markowolaki jeszcze gotowe wyciągać łapy po pieniądze za nasz gaz” – to o to chodzi w tym wszystkim. Generalnie wysłuchałem bardzo ciekawej historii, którą w formie reportażu mam nadzieję opisać dla Tygodnika Radomskiego. Mam też sporo fajnych zdjęć, więc powinien wyjść interesujący materiał.
Mieli wiercić u nas? Również dzisiaj, niejako przy okazji, dowiedziałem się, że przed laty odwierty na dużą skalę miały być prowadzone w Lisowie koło Jedlińska. W okolicy chodziła plotka, że pracujący tam Rosjanie mieli nawet wysiedlić całą wieś, ale ostatecznie tak się nie stało. Powodem miało być połączenie żyły gazowej w Lisowie z tą za naszą wschodnią granicą, co miało uszczuplić zasoby Związku Radzieckiego. Trzeba przyznać, że ludzie mają wyobraźnię… Niemniej zainteresowała mnie ta sprawa i postanowiłem trochę przy niej pogrzebać. Ale to już innym razem.
piątek, 16 lipca 2010
Męczarnie polskich drużyn piłkarskich w pucharach. Darmowe sauny w pracy. Smoleńsk polem brudnej gry politycznej
Próbowałem oglądać mecz Wisły Kraków z litewskim zespołem, którego nazwę niekoniecznie pamiętam i z każdą minutą żałowałem swojego wyboru. Po raz tysięczny zadaję sobie pytanie czy z polską piłką może być jeszcze gorzej? Potworne męczarnie wiślaków z litewskimi amatorami, wcześniej kompromitacja Ruchu Chorzów na Malcie (remis), niewiele lepszy występ Lecha Poznań w Azerbejdżanie, to wszystko jest tylko potwierdzeniem tezy, że futbolowy świat już dawno nam uciekł i niestety ciągle się oddala. Przykre to bardzo, ale prawdziwe. Dobrze, że inne sporty zespołowe – siatkówka, koszykówka, piłka ręczna, mają się o wiele lepiej. W przeciwnym razie, kibic sportowy w Polsce musiałby zająć się w hermetycznym, krajowym środowisku, bo wychylając się na zewnątrz łatwo popaść w depresję.
Upały nie odpuszczają Większość polskich budynków i lokali kompletnie nie jest przygotowana do pracy podczas takich upałów, jakie ostatnio nawiedziły Polskę. Już nie mówię o profesjonalnej klimatyzacji, która jest marzeniem ściętej głowy. Brakuje nawet rolet, markiz, innych technik osłonowych, a także zwykłych nawiewów. W efekcie ludzie pracują w „saunach” i chyba nie muszę nikogo przekonywać jaka jest efektywność takiej pracy.
W polityce ruch, ale tylko w kraju Katastrofa smoleńska znów jest przyczynkiem do podżegania i wojny polsko-polskiej w krajowej polityce. Nie chcę tego wszystkiego komentować, bo zrobili to już lepsi ode mnie. Pozwolę sobie tylko na jedno zdanie – w głowie mi się nie mieści jak można ludziom robić wodę z mózgu opowiadając podobne bzdury! Na lokalnym podwórku polityczne nudy. Wielu polityków jest na urlopach, inni szykują strategie na wrzesień, kiedy kampania wyborcza przed wyborami samorządowymi ruszy pełną parą. W przyszłym tygodniu Radomianie Razem mają ogłosić wreszcie nazwisko swojego kandydata na prezydenta Radomia, bądź poprzeć innego kandydata. Może zrobi się zatem trochę ciekawiej…
czwartek, 15 lipca 2010
Aleja Kazimierza Paździora? Dziennikarski rekord na Broni. Radom na Mistrzostwach Europy w koszykówce!
Do Rady Miejskiej w Radomiu, prezydenta miasta Andrzeja Kosztowniaka, Rady Sportu i chyba gdzieś jeszcze, ale dokładnie nie pamiętam gdzie, trafił już wniosek popierany przez dziennikarzy sportowych, żeby uhonorować zmarłego niedawno jedynego mistrza olimpijskiego z Radomia – Kazimierza Paździora, nazywając jego imieniem jedną z alei w Parku Kościuszki. W zamyśle jest tam stworzenie Alei Gwiazd Radomskiego sportu i stąd wybór padł na park. Sprawę oczywiście można, ba, nawet trzeba przedyskutować i być może znajdziemy inne miejsce, inny sposób na uhonorowanie Wielkiego Mistrza. Bo to, że wieczna pamięć mu się należy jest bezsporne.
Multum dziennikarzy na Broni Beniminek III ligi – Broń Radom – rozpoczął treningi i od razu padł pierwszy rekord. Chodzi o frekwencję przedstawicieli radomskich mediów na pierwszych zajęciach. Nie było wszystkich, ale niektóre redakcje miały po dwóch, a jedna nawet trzech reprezentantów. To autentyczne wydarzenie, bo choć sam nie jestem jakimś częstym bywalcem na stadionie przy ul. Narutowicza, to jednak kiedy już szedłem na mecz, czy to ligowy, czy kontrolny, najczęściej spotykałem tam jedynie Sylwka Szymczaka z Echa Dnia i ewentualnie, któregoś z moich młodszych kolegów z RadomSport.pl – Piotrka Adamczyka, albo Michała Gnojewskiego. A teraz proszę, dziennikarzy i fotoreporterów było, jeśli dobrze policzyłem – 11 (!). Pomijając trening, bo o nim informowali już wszyscy, szczególną uwagę zwróciłem na płytę boiska na stadionie. Jest równiutka, z niziutko przystrzyżoną trawką, taki piłkarski dywanik. Aż chce się grać!
Marcin jedzie na mistrzostwa Długo rozmawiałem wczoraj z moim serdecznym kolegą – Marcinem Górką, specjalista od odnowy biologicznej. To człowiek, którego autentycznie podziwiam. Początkowo samouk, zawziął się, pobierał specjalistyczne lekcje, potem kształcił się w tym kierunku, a obecnie jest jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym rehabilitantem sportowym ze specjalnością masażu w naszym mieście. Niewiele osób o tym wie, bo Marcin to wyjątkowo skromny człowiek. Właśnie rusza do Czarnogóry na mistrzostwa Europy kadetów w koszykówce, bo od jakiegoś czasu opiekuje się reprezentacją Polski. O tym też cicho, bo Marcinowi nie zależy na rozgłosie. Autentycznie, prosił mnie, żebym nie publikował tej informacji w oficjalnych mediach. Wielki szacun Marcin i powodzenia! | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||